Takie lub podobne zdanie można usłyszeć często, również z utytułowanych i poważanych ust. No bo przecież kodeks pracy stanowi, że za bhp w zakładzie odpowiada pracodawca. Jest też komplementarny zapis, że przestrzeganie bhp jest podstawowym obowiązkiem pracownika, ale… patrz punkt pierwszy.

Przykład z życia. W maszynie (prasie transferowej) coś się zacinało, więc doświadczony operator wszedł do środka, żeby to sprawdzić. Wszedł, więc maszyna się nie uruchomi i nie zobaczy, gdzie jest problem. Poprosił więc jeszcze bardziej doświadczonego kolegę, by zamknął za nim osłonę i uruchomił cykl.

Inspektor pracy, badający wypadek, całą winę przypisał pracodawcy. Bo jakaś osłona (w innym miejscu) była zmostkowana, bo jakaś instrukcja nie zawierała informacji o hałasie, bo nad pracownikiem nie stał osobisty inspektor bhp by go chwycić za rękę. Oczywiste i rażące naruszenie elementarnych zasad bezpieczeństwa jako jedyna istotna przyczyna wypadku pojawiło się dopiero w odwołaniu od decyzji PIP.

Mój udział w sprawie zakończył się na etapie odwołania, nie znam więc ostatecznego werdyktu. Ale nie należy zakładać, że pracodawca przegrał tę sprawę, i to z dwóch powodów. Po pierwsze: są przesłanki, że rozum czasem bierze górę. Po drugie: nie ma innego wyjścia.

Ad 1. W pewnej odlewni użytkowano piec, który w ciągu godziny pracy dawał 2t żeliwa. Inspektor ochrony środowiska[1]któremu na wstępie mistrz odlewni powiedział, że ma na głowie ważniejsze sprawy niż ta inspekcja stwierdził, że piec umożliwia wytop ponad 20t/dobę (24h x 2t/h = 48t), więc wymagane jest pozwolenie zintegrowane, którego nie ma, ergo — zamyka zakład. Nie wziął pod uwagę, że po godzinie pracy piec wymaga doby przygotowań do następnego wytopu. Minister, w wyniku odwołania, przyznał rację firmie.

Ad 2. Próba zdjęcia z pracownika odpowiedzialności prowadzi donikąd. Nie da się (zazwyczaj) zapewnić bezpieczeństwa wbrew pracownikowi. Coś takiego robi się w zoo, ale tam zwierzęta trzymane są dla bezpieczeństwa w klatkach i nie oczekuje się od nich pracy.

Spory z organami nadzoru to, oczywiście, chodzenie po kruchym lodzie. Tym bardziej, że organy odwoławcze bywają nieobliczalne. Ale innej drogi nie ma. Jeśli odpowiedzialność za bhp jest tylko po stronie pracodawcy, to powinien on czym prędzej zamknąć działalność (do czego rząd ostatnio usilnie zachęca pod pretekstem walki z wirusem), albo nie zwlekając poddać się karze. Profilaktycznie.

close

Możemy wysyłać powiadomienia o nowych publikacjach na podany adres email.

Bez obaw! Nikomu nie udostępnimy podanego adresu. Dodatkowe informacje na stronie ocena-ryzyka.pl/dyskrecja/

3 komentarze

  1. Mimo że znam doskonale język polski, to zrozumienie tego, co autor ma na myśli jest trudne. Proszę popracować nad treścią i usunąć powtarzające się akapity. Chcieli Państwo zainteresować tematem i swoim doświadczeniem, to forma przedstawienia tego w artykule pozostawia uczucie rozczarowania.

    Andrzej
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi na powtórzenia; edytor robi czasem takie psikusy.
      Co do treści: córka zrozumiała, choć musiałem jej wytłumaczyć, co to jest prasa transferowa — więc może nie jest tak źle? Ale OK, postaram się unikać podwójnych zaprzeczeń. 😉

Możliwość komentowania została wyłączona.